31.07.2013
Krakon 2013 – pełna relacja

Na Krakon ostrzyłem sobie zęby z dwóch powodów. Pierwszy jest oczywisty – festiwal fantastyki dosłownie rzut beretem ode mnie, nie sposób się nie pojawić. Drugi już ściśle związany z moim projektem pisarskim: prelekcja o broni atomowej.

Postanowiłem pojawić się na miejscu już w środę wieczorem. Organizatorzy zamieścili numer komórki na profilu facebookowym Krakonu, z prośbą o kontakt, gdyby kto zechciał pomóc. Zadzwoniłem :)

Dotąd na konwentach zawsze pojawiałem się jako fan, tym razem pomyślałem, że fajnie byłoby zajrzeć chociaż trochu za kulisy organizacji.

Słońce postanowiło dosłownie zalać Krakon falą żaru, wiedziony więc przeczuciem, w drodze kupiłem dwie zgrzewki mineralnej. C`mon 18zł, ja nie zbiednieję, a wystarczająco dotkliwie pamiętam konwent kilka lata temu, gdzie nie wziąłem sobie zapasu wody (a żywcem nie było gdzie kupić)

Zajechałem na miejsce. Mrowisko! Krzątanina, noszenie, śmiechy, gwar, telefony przy uszach, gestykulacja. Krakon się organizuje, panie, ten tego, no!

Poznałem Toudiego, poznałem Morfiona. Zaniosłem zgrzewki wody do sali helperów, gdzie na moje stwierdzenie „przynoszę dary!” otrzymałem standing ovation. Co jak co, ale ci młodzi ludzie naprawdę tam pracują. Noszenie, przekładanie, bieganie z kartkami, pomoc podczas samego konwentu. Helper to nie pusta nazwa i obrazek elfa, z uśmiechem pomagającemu Mikołajowi przy pakowaniu prezentów. Helperzy to dosłownie mrówy pracownice i chwała im za wysiłki przy każdym konwencie, nie tylko przy Krakonie.

Pomogłem zanieść parę drukarek, kartony ze smyczami itp. Przy okazji zaoferowałem się swym samochodem. W końcu combi więc pojemność jest.

Simon, dałbyś radę pojechać po kilka kartonów do Michała? Tu masz numer. Pewnie, że dam radę! Jadę :D

Kartony przywiozłem, przenieśliśmy. Super.

Czwartek rano. Zbieram się powoli na konwent. Telefon: Simon jest prośba, przewiózłbyś gamesroom?

No ba! Jeszcze się pytacie? Jadę przewozić krakonowy gamesroom :)

Poznałem przy okazji trójkę świetnych ludzi z Krakowskiej Sieci Fantastyki.

Budynek odlewnictwa AGH. Na konwent słabo się nadaje, co do tego nie ma żadnych wątpliwości.

Stanowiska akredytacji umieszczone w dość wąskim przejściu automatycznie tworzyły gigantyczny tłok i ścisk. Prosiło się wręcz, w kilku chłopa wziąć te stoliki akredytacyjne i wynieść na zewnątrz. Miejsca co nie miara, pogoda idealna. Ehh, no nic, wystałem się w kolejce na schodach, skompresowałem się w ścisku przy stolikach, ale przynajmniej było z kim pogadać i pożartować.

Na tym zakończyły się “przykre” doświadczenia. Co było dalej? Wir!

Prelekcje, przypadkowe spotkania nierzadko mocno zakręconych ludzi, starzy konwentowi znajomi i wszechobecny temat fantastyki. Cóż więcej chcieć? Ano oczywiście gości! Graham Masterton, Andrzej Pilipiuk, Kuba Ćwiek, Krzysiek Piskorski, Witek Jabłoński, Jacek Inglot i wieeeelu innych. Niemal każdy z nich miał swój panel, prelekcje, spotkania. Z każdym również można było pogadać, pożartować, strzelić sobie fotkę, czy zdobyć autograf. Poznałem Ślimoka z Chaty Wuja Freda i udało się nawet zagrać w prototyp jej gry planszowej. Oj było śmiechu!

Krzysiek Piskorski miał genialną prelekcję o najdziwniejszej broni wszech czasów. Tutaj też nieźle się uśmiałem, a zdjęcie dżentelmena w brytyjskim traktorku bojowym z Pierwszej Wojny omal nie zrzuciło mnie z parapetu.

Spotkanie z Browncoats of Poland – coś wspaniałego! Wynik? Czekam niecierpliwie na przyjęcie w oficjalne szeregi Browncoatsów :)

Moja prelekcja (i trema) nadeszły szybko i … spodziewanie. Kompletnie nie spodziewałem się natomiast pełnej sali. Rzutnik? Jest i działa! Głośniki do laptopa? Nie ma! Dobrze, że wziąłem swoje :D Prelekcja załadowana. Start! Kilka chwil nerwówki, ale gdy już sam “wkręciłem” się w temat, opowiadanie o tajnikach atomu poszło jak burza. Były konkursy, było rozdanie atomowych przypinek, były też dłuuugie brawa, aż mi się ciepło zrobiło :) Najważniejsze, że się podobało i strrasznie wszystkim jeszcze raz dziękuję.

Czytając teraz falę krytyki (wręcz miejscami hejta) odnośnie błędów, potknięć, braków, niedoróbek, aż mi się brew podnosi. Tak. I ja potwierdzam, że było ich dużo, miejscami były dość frustrujące (biegałem od 1 do 7 piętra, 20 minut szukając sali, do której przeniesiono horrorową prelekcję kostnicy.com.pl), ale konwent to przede wszystkim zlot fajnych ludzi. Tych nie zabrakło i ogólnie bawiłem się świetnie!

Obejrzyjcie zdjęcia na Facebooku

P.S. Graham Masterton i opis jego “doświadczenia” z Krakonem właśnie do mnie dotarł. Uhhh. Strasznie, strasznie szkoda, że Grahamowi przydarzyły się tak fatalne sytuacje. Masterton to przecież ikona horroru, to światowej sławy pisarz! Dla mnie osobiście pierwszy twórca grozy, którego książki wziąłem do ręki i wsiąkłem bez reszty! Takich ludzi trzeba doceniać, a gdy się ich zaprasza należy ich hołubić absolutnie i totalnie! Spotkałem się z mistrzem w sobotę i niedzielę, podpisał mi moje dwie najstarsze książki: “Wizerunek Zła” i w dodatku strzeliłem sobie z nim fotę.

Sytuacja zaniedbań, które opisal Graham woła o pomstę do nieba. To już nie tylko wstyd, boruta, obciach totalny i wszechogarniająca żałość. To po prostu szkoda. Trzeba będzie pomyśleć nad jakąś ogólnofanowską inicjatywą zrekompensowania mu przykrości.

Krakon 2013 zakończony. Nadchodzi Szedariada we Wrocławiu (16-18 sierpnia) i Polcon!

Do zobaczenia na obydwu konwentach!