07.07.2015
Magia mniejszych konwentów – Medalikon 2015

Fandom, konwentowe życie i okołofantastyczne inicjatywy to dla mnie hołubiona część życia. Bywam na konwentach. Sami zresztą wiecie :)
Po ostatnich latach mojej fandomowo-konwentowej przygody, zaczynam pojmować, czym mierzy się jakość konwentu. Jest to miara subiektywna, miara, w dodatku, w każdym z nas inna.
Jakość konwentu, moi drodzy, mierzy się… tęsknotą.

Rok temu Ewa zaprosiła mnie do Częstochowy na Medalikon. Simon robimy konwent, pierwsza edycja, normalnie w szkole będzie, staramy się zrobić jak najlepiej i wiemy, że będą fajni ludzie. Przyjedziesz? Przyjechałem, poznałem, było całkiem fajnie. Również w tym roku Ewa spytała, czy będę – oczywiście, że wrócę. Pomyślałem sobie, może to jedna z tych imprez, na których jestem od pierwszej edycji i powracać będę co rok? Pojadę, zobaczę, poprowadzę program, po ludzku pobawię się, spotkam znajome twarze. Moje słowa nie są pomyślane jako detaliczna relacja – wiedzcie, że Medalikon w piątek rozpoczął się, nabrał solidnego rozpędu i dojechał do samej niedzieli. W roku, gdy Pyrkon rozwala kolejny rekord i bawi się na nim (wraz ze mną oczywista) ponad 35 000 fanów wszelakich odmian fantastyki, Medalikon zbiera ponad 200 osób. Częstochowa bije tym swój ubiegłoroczny wynik startowy chyba o 400% No właśnie – liczby, procenty, wzrosty, rozrosty, boomy. Uwielbiam Pyrkon z jego atmosferą, wielotysięczne festiwale ogólnie mają swoją energię, które dają pole do świetnej zabawy. Medalikon za to cudownie przypomniał mi, po co się konwentuje w mniejszym, bardziej kameralnym gronie.
Ludzie tworzą konwenty, tworzą fandom. Wielkim festiwalom umyka możliwość zwolnienia tempa, pogadania na spokojnie, obśmiania się razem bez pośpiechu. Zwykle biegam tam dosłownie od punktu do punktu, mijam (w tymże biegu) znajomych i rzucam jedynie „cześć, dobrze cię widzieć!”. Wieczorami jestem zwykle tak padnięty, że po prostu padam spać.
Medalikon zapewnił „klasyczną” konwentową przestrzeń szkoły, kiełbę z grilla w ogródku za „piątke”, kawę w greenroomie za uśmiech, kilka sal na prelekcje, wszystko co trzeba. Przede wszystkim jednak zjawili się na nim świetni ludzie i to dzięki nim nastał KLIMAT. Nagle okazało się, że na spokojnie jest czas, miejsce i możliwość pogadania, podyskutowania na prelkach, pozajawiania się, rozegrania partii piłkarzyków na korytarzu, pyknięcia w ping ponga, pójścia na konkursy (gdzie 100 razy bardziej od gambli liczy się genialna zabawa i czas w zakręconym towarzystwie). Po programie wszyscy chętni idą do knajpy. Ludzie się mieszczą, muza nie wali i swobodnie się rozmawia, poznajemy się, śmiejemy. Zwarta ekipa – można jeść chleb ze smalcem, pić dobre piwo i jest ekstra.
To właśnie mniejsze konwenty przyniosły mi w ostatnich latach konwentowania najwięcej świetnych znajomości, które wykiełkowały w przyjaźnie – te prawdziwe, autentyczne, międzyludzkie, nie-tylko-fejsowe. Te, które trwają i sprawiają, że myśląc teraz o fandomie, myślę jak o drugiej rodzinie.
Co znajdziecie poniżej? Podziękowania. Podziękowania za drugą odsłonę Medalikonu, którą cenię sobie równie, co wrocławską „Szedariadę 20 lat później” (a to w mojej prywatnej skali naprawdę najwyższe noty).
Kolejność? Nie będzie alfabetycznie. Nie będzie w hierarchii ważności. Będzie spontanicznie, tak jak wracają z pamięci momenty.

Sasu! Od Ciebie się zacznie. Gdybym za czasów szkoły, trafił na podobnego nauczyciela historii, nie ma bata, wylądowałbym pewnie na historycznych studiach, albo w powiązanych „branżach”. Sasu jest osobą, która potrafi opowiadać o historii w sposób niezwykły, w sposób po prostu magiczny. Królowie Przeklęci? Wojna dwóch róż? Austrowęgry i Pierwsza Światowa? Dlaczego czas tych dwóch prelekcji umknął tak szybko!? Ile tam było pejzaży bitewnych i obrazów w słowach, ile tam było śmiechu i miejscami niedowierzania z przyglądania się historii ludzkości. Żeby jednak to „zajawienie się” było w ogóle możliwe, trzeba było to wszystko tak wspaniale opowiedzieć. Sasu – bardzo dziękuję i mam straszną nadzieję, że pociągniesz robienie historycznych prelekcji – będę wypatrywał!

Konkursy bywają na konwentach różne. Konkursy na Medalikonie przyniosły mi kilotony frajdy, zabawy, radochy i okazji do powydurniania się. Jacku – bardzo, bardzo dzięki za świetnie pomyślane, full pro przygotowane i prowadzone: konkurs muzyki filmowej i konkurs filmowy. Bez kitu! Autentycznie cierpiałem, że trzeba było wyjść i prowadzić własną prelekcje. Wspólne pasje filmowe = zarąbista zabawa murowana! Zainspirowaliście mnie, by w końcu zrobić konkurs z filmów ze Szwarzenegerem i Stallonem.

Veetoo i Bąku. Skoro jesteśmy przy konkursach. Wam również mega podziękowania – Veetoo za konkursy, do których powycinał setki papierków z numerkami pytań, za pytania o okładki płyt, których naprawdę nie chcieliśmy trafiać, za POWER!! przy prowadzeniu. Bąku – było prawdziwym przywilejem zasiadać w takiej drużynie – hahaha oficjalność niech idzie i się schowa! Bąku bawi się na tych konkursach tak, że nie sposób nie bawić się z nim. Za eksplozje śmiechu i ekscytacji, za skakanie i trzepanie piórami, za wspólne śpiewy, gdy trafiło na Metalike. Whoa – dzięki!!!111oneone.

Johny Walker! Johny ma pasję. Pasją Johnego są Zombie i Wampiry. Jak się z Johnym pogada, jak się Johnego poczyta, od razu widać, że facet tym żyje i płonie fascynacją. I to jest pozytywne. Trzymaj kurs! A ja mocno, mocno trzymam kciuki za sagę.

„JAREK” Zwierz! To taki inside joke między nami już się chyba zrobił Artur, dzięki za czas razem, za energię i szeroki uśmiech. Osobne wielkie dzięki Zwierzu za poczęstunek tabaką i zaproszenie na Opolcon

Guzior! Jak ja się cieszę, że się znowu udało spotkać i złapać wcześniej utracony (z mojej winy sic!) kontakt. Dzięki, stary, za te słowa, które mi zapodałeś – nawet nie wiesz, jak one czasem są człowiekowi potrzebne w momencie jak się ster rozklekocze i kurs się rozjeżdża. Trzymam kontakt i płyniemy do przodu!

Adam i Ania – ogromnie, ogromnie Wam dziękuję za gościnę, za serdeczność, za śniadania, za czas spędzony pod Waszym dachem. Wielki ukłon i wdzięczność!

Ewa. Dzięki tobie, dzięki twojemu ogarnięciu, koordynacji, zaangażowaniu, to wszystko doszło do skutku. Zorganizowałaś ekipę orgów, przygotowałaś i poprowadziłaś zarąbisty konwent. To wszystko suche słowa, kiedy tak po prostu się je pisze, ale naprawdę widziałem z pierwszej ręki, jak cholernie wszyscy się staracie i jestem bardzo wdzięczny. Z każdą inicjatywą wal do mnie jak w dym. Kapadocja – DZIĘKI!

Wszystkim, którzy zawitali na moje prelekcje i poświęcili mi swój czas również bardzo dziękuję – bez ludzi, którzy chcą słuchać i rozmawiać, pasja do prelegowania i dzielenia się zajawkami nie była by nic warta. Mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze co ja.

Medalikonie 2015 bardzo Wam dziękuje ludziska za ten wspólny weekend i wracając do słów o mierzeniu jakości konwentu – TĘSKNIE!