26.03.2014
Relacja z Pyrkonu 2014!

Wstawanie wczesnoporanne nigdy nie jest łatwe. Tym bardziej zaskoczyło mnie wstawanie o piątej rano w pyrkonowy piątek. Zmęczenie – sprawdzone, jest. Zamykające się oczy – sprawdzone, są. Obrócić się na bok i pospać jeszcze z 20 godzin – sprawdzone… nie ma?

Ano nie ma! Oto w miejscu, gdzie normalnie mieszka bardzo perfidny chochlik, który wyłącza wszystkie alarmujące budziki i naciąga kołdrę wysoko na uszy, tego poranka zjawiły się ekscytacja, dreszczyk emocji i mrowienie oczekiwania.

Jadę na Pyrkon! Za około sześć godzin zanurkuję w ocean wypełniony falami geekowatości i głębiami nerdozy, będę się pławił we wszędobylskiej radości i pasji fantastyki – słowem, znajdę się w swoim środowisku najnaturalniejszym. W dodatku w tym roku będę gościem festiwalu i dane mi będzie prowadzić program i panele :D

Gość :D

Droga w towarzystwie przyjaciół minęła szybko i nastroiła nas bardzo pozytywnie. Chwilę po tym, jak dotarliśmy na miejsce i wnieśliśmy bagaże do hotelu, telefon od znajomego podniósł nam brwi:

– No, nie jest zbyt różowo, ludzie stoją, kolejka potężna… uzbrójcie się w cierpliwość.

Spojrzeliśmy po sobie z kwaśnymi minami. Wiedziałem, że goście będą mieli osobne stanowisko akredytacji, ale i tak zacząłem się solidnie stresować, że nie zdążę poprowadzić pierwszej prelekcji o 15.00.

Nastroje wciąż jednak pozostawały dobre, ruszyliśmy zatem żwawo, by stawić czoło kolejkonowi. Akurat gdy wchodziliśmy na most przy dworcu kolejowym, telefon zadzwonił ponownie.

– Cześć. Jestem w środku.

– Jak to? A ta kolejka?

– Hmmm. No ja postałem. Chyba z piętnaście sekund.

– Sekund? – Podniosłem wzrok. Widok Międzynarodowych Targów Poznańskich rozpościerał się w oddali. Podeszliśmy bliżej.

Czy to na pewno to miasto? To wydarzenie? Ten wymiar? Ta rzeczywistość?

Pyrkon 2014. Bez kolejki.

Przy wejściu dosłownie mnie zamurowało. Piątek, kilkanaście minut po czternastej, ludzie chodzą sobie uśmiechnięci, stanowiska akredytacyjne… akredytują na bieżąco. Na teren imprezy weszliśmy całą ekipą (5 osób) w niecałą minutę!

Jeśli chcecie wiedzieć, jakie zmiany w psychice powoduje tak nieoczekiwany brak kolejki (poprzedzony perfidnym żarcikiem), musicie koniecznie, zanim polecicie dalej z czytaniem, zajrzeć na stronkę: http://24hoursofhappy.com/

Pharrell Williams zilustrował to muzycznie wprost perfekcyjnie, a ja wpłynąłem na Pyrkon równie efektownym tanecznym krokiem (oczywiście jedynie w wyobraźni, bo ot tak, po prostu na żywo jednak się wstydzę :P).

Słuchajcie! To wymaga burzy oklasków, wiwatów, jupiterów, może nawet odrębnej kategorii Oscara – zorganizowanie gigantycznej imprezy z tak sprawną, błyskawiczną akredytacją jest powodem do wielkiego uznania i równie wielkiego podziękowania – ekipo orgów Pyrkonu 2014 – I Salute You!

Tak już mam, że po prostu uwielbiam przebywać wśród ludzi, którzy nadają na tych samych falach. Pobyt na Pyrkonie to nieporównywalna z niczym w Polsce okazja do spotkania całych zastępów pasjonatów fantastyki. Z tymi zastępami wcale nie przesadziłem: festiwal zgromadził, z tego, co wiem, blisko 25 000 osób. Każde uniwersum miało swą reprezentację. Star Wars, Star Trek, Metro 2033, Firefly, przeróżne odsłony seriali wszelakich, filmy, gry, popkultura, fantastyka, ogólnie wyobraźnia pełną parą i w każdym kolorycie. Cosplay cieszył oczy na lewo i prawo, niektóre kostiumy, przyznam szczerze, robiły pierońskie wrażenie :D

 

Znajomych spotykałem mnóstwo i na tym etapie od razu małe przeprosinki – po festiwalu latałem niemal bezustannie z miejsca na miejsce i z wieloma osobami zamieniłem dosłownie trzy słowa w biegu.

Sorry – taką mieliśmy imprezę :P

Poprowadziłem w sumie 4 prelekcje i 2 panele. W czasie gdy nie dzierżyłem mikrofonu, starałem się wbić na punkty programu innych twórców. Tutaj sugestia dla organizatorów – przy tak gigantycznej ilości uczestników trzeba naprawdę solidnie na przyszły rok przemyśleć kwestie sal prelekcyjnych. W tym roku ludzie często odbijali się od drzwi wypełnionych sal – na imprezie tej rangi i skali co Pyrkon mocno to raziło. Kilka razy sam nie zdołałem dostać się na punkt programu, a i też jako prowadzący ze smutkiem i przykrością patrzyłem na stojących w korytarzach chętnych, którym nie pozwolono wejść do wypełnionej sali. To z pewnością wymagać będzie reorganizacji.

Słyszałem różne opinie odnośnie do jakości programu – ja byłem na prelekcjach/panelach głównie bloku literackiego i naukowego oraz na spotkaniach z anglojęzycznymi gośćmi – wszystkie poziom trzymały i były naprawdę zacne. Zastanawiając się jednak nad ilością punktów programu, myślę, że jeśli popatrzymy na Pyrkon przez pryzmat imprezy „over 20k uczestników”, to tego programu mogłoby być znacznie więcej. Daleki jestem od stwierdzenia, że orgowie popełnili błąd, nie znam realiów organizowania tak wielkiej imprezy. Skoro jednak wiemy już, że Pyrkon rozrasta się do miana największego w Europie, a może i jednego z największych na świecie festiwali fantastyki, to trzeba poprzeczkę podnieść należycie wysoko i pomyśleć o szerszej (być może i ogólnopolskiej) kooperacji przy przygotowaniach.

Jeśli chodzi o wrażenia: bardzo cieszyły mnie spotkania z zagranicznymi gośćmi. “Being a writer” – godzinne spotkanie z Tadem Williamsem, Charlesem Strossem, Władimirem Arieniewem i Lauren Beukes to mój absolutny TOP, jeśli chodzi o zadowolenie z punktu programu. Tad dał wszystkim obecnym nieocenioną poradę pisarską (ja z pewnością biorę ją do serca), później w korytarzach udało się jeszcze zamienić z nimi parę słów, uścisnąć łapki i zrobić sobie wspólną fotkę – mnie strasznie takie momenty cieszą.

 

 

Trzy dni święta fantastyki naładowały mi akumulatory na cały rok, nawet pogoda tym razem dopisała (przynajmniej pierwszego dnia idealnie). Rekwizyty, wystawy, przeróżne stoiska i instalacje wypełniały przestrzeń, tworząc naprawdę świetny klimat. Zwiedzając teren, udało mi się napatoczyć na imponującą kolekcję makiet ze Star Wars i nieco mniejszą, ale równie cieszącą wzrok ze Star Treka. Wioska fantastyczna, performance z ogniem, wielki konkurs cosplay, osobna hala graczy komputerowych z mnóstwem wydarzeń, gamesroom. Nie sposób zliczyć atrakcji, które serwował Pyrkon. Ja żałowałem jedynie, że wciąż brakowało mi czasu, by cieszyć się tym wszystkim jeszcze bardziej, smakować dokładniej i wolniej :) Możliwość poznania, pogadania, pooglądania przebranych ludzi, ogromna przestrzeń do dyspozycji wypchana po brzegi fantastyką, to wszystko razem uskrzydlało, tworząc wyjątkową i wspaniałą atmosferę.

Powiem szczerze, że spędziłbym tam jeszcze z jeden, może i ze dwa dodatkowe dni. Dziwny popyrkonowy paradoks: z jednej strony jestem bardzo syty, z drugiej odczuwam wielki niedosyt :D Jeśli założyć jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, to wszystko zdaje się w zasadzie logiczne.

Teraz kilka zupełnie prywatnych wydarzeń i podziękowań, które sprawiły, że Pyrkon pozostanie nie tylko głęboko w mojej pamięci, ale i w sercu:

1. Karolino i Bartku – przygotowaliście i przeprowadziliście akcję prawdziwie i szczerze godną Browncoatsów z naszym mottem „Aim to misbehave”. Wklejkowo-naklejkowe szaleństwo po pierwsze bawiło mnie do łez, po drugie sprawiało, że czułem się znowu jak wielkie uradowane dziecko, które z wypiekami na twarzy psoci. Za to i za cudowne przywitania, kiedy tylko na siebie wpadaliśmy, dziękuję Wam z całego serca. Takie chwile to klejnoty! Łzy wzruszenia w oczach, ckliwe skrzypce w tle, ba dum tss, that`s cute.

Wszystkim Browncoatsom wielkie dzięki za spotkania i wspólne chwile. Być w takich szeregach to naprawdę wielka frajda!

2. Lidio, Marcinie, Macieju, Ertai, Magdo – wielkie dzięki za wspaniałe towarzystwo, zarówno w aucie w drodze do Poznania i z powrotem, jak i przede wszystkim na Pyrkonie. Radość z konwentu rośnie niewiarygodnie, gdy tylko można ją dzielić z przyjaciółmi. Spontaniczne chóralne wykonanie motywu muzycznego z czołówki Gry o tron w naszej wersji Lidia, Lidia chodzi za mną do dzisiaj i momentami jeszcze nucę to pod nosem, śmiejąc się (głupkowato). Coś mi się zdaje, że to zaledwie początek wypraw zgranej ekipy konwentowych najeźdźców :)

3. Wszystkim konwentowiczom, którzy podchodzili po moich prelekcjach zamienić słowo, uścisnąć łapę i podziękować – to ja strasznie dziękuję Wam. Przygotowywanie prelekcji i dzielenie się z Wami wszelkimi „fajnościami” to dla mnie ogromny fun, a Wasz pozytywny odzew sprawia, że jestem przeszczęśliwy. Wielkie podziękowania, że przybyliście na moje prelekcje i bardzo się cieszę, że tak się podobały. Wszyscy, którzy nie dali rady wbić tym razem – wypatrujcie mnie na innych konwentach 2014 – z pewnością gdzieś uda nam się jeszcze spotkać :)

Wracając do meritum – ostatnie podsumowania Pyrkonu:

Impreza iście cyklopowych (jak to pisywał HPL) rozmiarów. Ogromna ilość uczestników, zarówno tych, którym gdzieś w duszy już od dawna gra fantastyka, jak i takich, którym dopiero grać zaczyna. Rodziny z dziećmi, a szczególnie całe rodziny poprzebierane cosplayowo to dla mnie iście budujący widok.

Tam, gdzie ja przykładałem oko i ucho, całość zorganizowana została naprawdę solidnie i profesjonalnie. Jednakże już teraz widzę wyraźnie, że przyszły rok będzie dla Was, drodzy orgowie, gigantycznym wyzwaniem – weźcie sobie do serca głosy o pojemności sal i objętości programu. Potknięcia zawsze się zdarzają, moją zasadą jest jednak, że jeśli nie są naprawdę poważne, w ogóle o nich nie wspominam. Tutaj nic poważnie negatywnego się nie wydarzyło.

Pyrkon w takim kształcie ma ogromny potencjał – w przyszłym roku mam nadzieję na jeszcze więcej zagranicznych gości z całego świata, i to nie tylko literatów, ale i przecież aktorów, twórców komiksów i innych sław związanych z popkulturą. Z takim kalibrem możecie spokojnie uderzać do naprawdę topowych sław światowego fandomu i wierzę, że w przyszłym roku na liście gości zobaczymy naprawdę zapierające dech w piersiach nazwiska (King, Gaiman, Martin :P ?).

Na Pyrkonie bawiłem się znakomicie! Takie wydarzenie polecę z czystym sumieniem każdemu! Sam jednocześnie będę stawał na głowie, by wspierać jego organizację i program w przyszłości. Wszyscy możemy być dumni, że w Polsce odbywa się coś tak megapozytywnego.

Do zobaczenia za rok!