19.08.2013
Szedariada – super konwent!

Szedariada_1252

Wrocławska Szedariada.

To był konwent, za którym będę po prostu tęsknił!

Trzy dni, które zleciały momentalnie. Szedariada nie była dużym konwentem, nie miała wieluset godzin atrakcji i prelekcji. Była w dodatku organizowana w „starej, dobrej” szkole.

Szedariada przypomniała jednak wszystkim obecnym, o co chodzi… a chodzi oczywiście o LUDZI!

Zacząłem uśmiechać się już przy wejściu i akredytacji. Bez kolejek, bez problemów, bez stresów. Pierwsze znajome twarze i niemal od razu pierwsze nowe znajomości… i atmosfera. Momentalnie wiesz, że jesteś pośród samych swoich.

Pierwsze salwy śmiechu zawdzięczam Diabłowi, który poprowadził konkurs Wolsunga… o którym nie miałem dotąd bladego pojęcia. Zająłem trzecie miejsce. Pewnie dlatego, że było nas trzech :D

Po konkursie wpadłem do czytelni Szedar i oniemiałem. To było jak wizyta w wehikule czasu, nostalgia i melancholia czytania czasopism, od których naście lat temu zaczynałem przygodę z fantastyką. Pogawędka z Panem Henrykiem (pozdrawiam!) i poleciałem dalej. Nie jestem w stanie zrelacjonować dokładnie co się działo, bo odtąd rozpoczął się dosłownie kalejdoskop spotkań, rozmów, żartów, śmiechów, wygłupów, konkursów. Tzw. banan nie znikał z twarzy, a dzień przeleciał momentalnie. Wisienką na torcie było wieczorno-nocne zwiedzanie Wrocławia w autobusie „specjalnym” :P. Ekipa ludzi z konwentu i autobus miejski, który obwoził nas po Wrocławiu. W trakcie jazdy opowieści o historii Szedariad i wspominki z przeszłości fandomu. Fajna sprawa :)

Sobota – dzień mojej atomowej prelekcji. Od 10:00 – 17:00 zleciało jak pstryknięcie palcami. Przyszedł czas na mnie. Punkt 17:00 podłączam lapka i głośniki. Zamiast rzutnika wielgachny telewizor. Tylko ludzi zero… Przyznam, że się trochę zestresowałem. Na Szedariadzie nikt nigdzie się nie spieszył i nie przejmował się zegarkiem. 17:05 dwaj uczestnicy… 17:15 cała sala pełna :D No i polecieliśmy w świat atomu. Konwentowicze naprawdę zaskoczyli mnie świadomością i wiedzą. Miejscami prelekcja zamieniała się w komentowanie poszczególnych wydarzeń i dzielenie się ciekawostkami, a ja z prelegenta stawałem się słuchaczem. W rezultacie po ustawowych 2 godzinach o godzinie 19:00 przyszedł następny prelegent i… orzekł: „O fajne! A prowadź chłopie dalej nic się nie przejmuj!” Cała prelekcja zajęła mi z 2 godziny 20 minut i stukrotne dzięki wszystkim obecnym nie tylko za uwagę, ale i za super atmosferę i wkład!

Po prelekcji i dodatkowych pogaduszkach atomowych w ogródku konwentowym trafiłem na konkurs muzyczny Bartka „Sony” Sienkiewicza. Było nas chyba z 15 osób tam i bawiliśmy się taaaak genialnie, że skończyliśmy dopiero po 22:30.

Szedariada przebiła wszystkie poprzednie konwenty jednym asem w rękawie. Jakim? Gotowaniem!!! Goście i orgowie mieli do dyspozycji szkolną kuchnię. Każdy o określonej godzinie przygotowywał tam swoje „flagowe” dania. W rezultacie w niedzielne południe znalazłem się w gronie osób, które mogły podziwiać Jarosława Grzędowicza w fartuchu kucharskim, przygotowującego małże! Danie dosłownie palce lizać, a zabawa i atmosfera cudo!

To był niezwykły konwent. Zlot fanów wszelkiej fantastyki, który przyniósł mi megatony frajdy i dużo nowych znajomości.

Podziękowania: (nie alfabetycznie i bez jakiejkolwiek hierarchii :P)

Diabłowi i wszystkim pozostałym orgom za kawał dobrej roboty i świetną zabawę (i ultimate weapon bluescreen w konkursie o Wolsungu), Yoshiko za mnóstwo pozytywnej energii, Doktorowi za podzielenie się czterema systemami autorskimi (i jedną planszówką) i ogólnie za kawał niewiarygodnej wyobraźni, Pawłowi za obdzielenie RPGowym Horyzontem, rozmowy i niezapomniane „Tragedy” Bee Geesów, Panu Wojciechowi za konkurs filmowy, na którym nic nie wygrałem, a bawiłem się wyśmienicie :D, Bartkowi „Sony`emu” za naprawdę MEGA konkurs muzyczny, profesjonalny wkład w atomową prelekcję i pogaduchy, Marcinowi za atomowe ciekawostki, super zabawę (byle nie pytanie anime!) i porady słuchawkowe, Panu Henrykowi za komiksy o goblinach, Arturowi za świetną atmosferę i rozmowy (trzymam kciuki za Opolcon :P), Ramelowi za (choć przelotne) to fajne spotkania. Pani Ewie za rozwianie wszelkich wątpliwości odnośnie fanfiction, Panu Jarosławowi za małże i wspólne zdjęcie :), Panu Jackowi za prelekcje i pogaduchy. Wszystkim, wszystkim i jeszcze raz wszystkim, z którymi dane mi było bawić się w ten fantastyczny weekend.

Dzięki i oby do szybkiego zobaczenia!